piątek, 21 lutego 2014

28."O czym tak myślałaś?"

*Nicole*

-Cholera!- obudził mnie donośny krzyk. Spojrzałam ukradkiem na zegarek, który wskazywał godzinę 10:24.
-Zabije cię kiedyś! Jak można budzić człowieka o tak wczesnej godzinie-marudziłam, wstając z łóżka-Nie mogłeś szeptać tylko krzyczeć?- szłam w kierunku łazienki, gdzie jak podejrzewałam był Ross-Jesteś okropny, wred..-zatrzymałam się w połowie słowa patrząc jeszcze zaspanymi oczami na blondyna.-coś ty sobie zrobił?- spytałam patrząc na jego krwawiący policzek.
-Zaciąłem się-odpowiedział, przykładając kolejny kawałek papieru do krwawiącej ranny-nawet nie wiesz jak boli zacięcie się żyletką-mówił, a ja patrzyłam na krew spływającą po jego twarzy.
Już chciałam mu powiedzieć, że wiem jak to jest, bo zacięłam się już wiele razy. Jednak powstrzymałam uważając to za zbędną dla niego informacje.
Wracając do łóżka spojrzałam przez okno. Niestety lało jak z cebra co oznacza, że nigdzie dzisiaj nie idziemy i będziemy się nudzić w hotelu. W sumie lepiej dla mnie-będę mogła dużej pospać. 
Runęłam na łóżko i próbowałam ponownie zasnąć. Niestety nie było mi to dane, ponieważ po chwili poczułam ja ktoś mnie łapie za biodra.
-ostrzegam: jak mnie podniesiesz będę krzyczeć, bić i gryźć-powiedziałam zaspana.
Rocky jednak nie zważał na moje słowa i przerzucił mnie przez swoje ramię prowadząc w stronę salonu.
Krzyczałam, żeby mnie puścił i biłam po plecach, ale nic sobie z tego również nic sobie nie robił i przytkał mi usta ręką.
Uh...dobra sam się prosił. Po chwili usłyszałam jego pisk i swój tyłek na ziemi.
-Pogięło cię?!-krzyknął rozmasowując sobie rękę w miejscu, w które przed chwilą go ugryzłam.
Zaczęłam się śmiać z jego dziwnej miny wciąż siedząc na ziemi, a Delly rechotał ze mną.
*Sharpay*
Wchodząc do swojego pokoju w celu przebrania się spojrzałam ukradkiem na Rikera. Jeszcze spał.
Wciąż zastanawiam się co mu wczoraj odbiło, ale nic nie wpadło mi do głowy.
Westchnęłam cicho i już ubrana wyszłam z pokoju specjalnie trzaskając drzwiami.
Udałam się do pokoju mojej przyjaciółki. Weszłam tam nie pukając. Zobaczyłam Nicole i Rydel tarzające się ze śmiechu. Wygląda na to, że dostały napadu głupawki.
Ross wyjrzał nagle z łazienki patrząc dziwnie na dziewczyny, a potem spojrzał na mnie i się przywitał.
Rocky patrzył na blondynki z politowaniem i dziwnym grymasem, oparty o ścianę i masował sobie rękę.
Po chwili jednak dziewczyny się uspokoiły, siadły po turecku na ziemi i w końcu mnie zauważyły.
Usiadłam obok nich na ziemi, po czym zaczęłyśmy rozmowę. Po chwili jednak Nicole odpłynęła do "swojego świata". Zamyślona patrzyła tępo na ścianę. By zbudzić ją z transu pstryknęłam jej palcami przed nosem.
-Co?- spytała lekko zdezorientowana.
-O czym tak myślałaś?
-Lepiej nie wiedzieć-machnęła ręką, po czym wstała i udała się do Rockiego, który chwilę temu poszedł do salonu.
*Nicole*
 W pokoju dzienny zastałam mojego dziewiętnastoletniego przyjaciela.
-Hej-brunet odwrócił głowę w moją stronę- "przemyciłem" Ci kanapkę ze stołówki-uśmiechnął się.
To miło z jego strony. Tylko, że złamał zasadę-bo nie wolno wynosić jedzenia z jadalni. To pewnie dlatego chciał mnie przynieść do salonu.
Podziękowałam mu, usiadłam na kanapie i zaczęłam pałaszować kanapkę z sałatą serem oraz pomidorem. Mniam!
Siedzieliśmy w ciszy, ale na szczęście nie niezręcznej tylko przyjemnej.
Oparłam głowę o jego ramię, zamknęłam oczy i już po chwili trafiłam w objęcia Morfeusza.
...Zawiązałam mu ręce, nogi-żeby nie uciekł- i oczy- żeby mnie nie widział.
Powoli zaczął odzyskiwać przytomność. To dobrze. Chciałam, żeby poczuł to w pełni świadomy. Żeby czuł ból.
Było widać, że nic nie rozumie, że jest zdezorientowany. Był teraz taki bezbronny.
Wyciągnęłam z kieszeni zapalniczkę i odpaliłam ją przykładając mu ogień do ręki. Nieszczęśliwie jęknął z bólu. 
Zaczęłam "jeździć" zapalniczką wzdłuż jego ręki, by poczuł większe cierpienie. Z bólu, aż złożył dłoń w pięść.
Bolało go. Cholernie go bolało.
Gdy podpalanie mi się znudziło odłożyłam przedmiot na podłogę. Jego ręka była czerwona i zaczęły się na niej pojawiać pęcherze.
Tym razem wzięłam gwóźdź z ostrym zakończeniem i zaczęłam nim jeździć po nodze ofiary. Wolno i mocno zarazem. Mocno na tyle by rozciąć skórę. Syk bólu zamienił się w przeraźliwy, donośny krzyk. Aż mi zadudniło w uszach.
-Zamknij się kurwa!- krzyknęłam- choć nie tak donośnie jak on-gwałtownie wstając.
Mimo iż byliśmy w opuszczonym magazynie w dzielnicy, w której nikt nie mieszka bałam się, że jakiś przechodzień go usłyszy.
Wróciłam do wcześniejszej czynności ponownie siadając na ziemi.
-Przestań, proszę-mówił płaczliwie i ze strachem.
Nie odpowiedziałam ani nie zareagowałam, ale mocniej przycisnęłam gwóźdź. Krew lała się z otwartej rany, a ja czułam satysfakcje.
-Proszę...-płakał. Z bólu i rozpaczy. Przeraźliwa mieszanka.
-Zamknij się, rozumiesz?! Zamknij!- krzyczałam zatykając uczy chcąc nie słyszeć jego łkania. Nie mogłam znieść jego smutku.
-Zabiję cię- szepnęłam- wolno i boleśnie.
Był moją ofiarą. Zabawką!
Rzuciłam gwóźdź, a potem wzięłam nóż...
Obudziłam się i pierwsze co zobaczyłam to cztery pary oczu patrzących na mnie dziwnie. Zmrużyłam oczęta w geście niezrozumienia. W sumie...teraz miałam to gdzieś. Wstanowszy zaczęłam biegać po pokoju w poszukiwaniu telefonu. Na szczęście szybko go znalazłam i wpisałam w wyszukiwarkę frazę której potrzebowałam.
Zabijanie kogoś w śnie.
" sen ten zazwyczaj wyraża nienawiść do ofiary"
" Jeśli śni Ci się, że zabijasz którąś ze znanych Ci osób może to oznaczać utajoną niechęć lub skrywaną agresję wobec niej."
Co?
Przecież...ja go lubię. Nawet bardzo. Co ten sen, więc miał oznaczać?
Musiałam się przejść i to przemyśleć. Szybko się ubrałam nie zważając na dziwne spojrzenia przyjaciół i nagły ból brzucha.
Ubrana w biały t-shirt, czarną bluzę i szare spodnie, w których w jednej z kieszeni miałam słuchawki i telefon, założyłam trampki wybiegając z pokoju.
Na korytarzu minęłam Ellingtona i Violettę, którzy zmierzali w stronę mojego-chociaż nie tylko-pokoju. Rzuciłam im krótkie "hej" i wpadłam do windy.
Nie zważałam na deszcz, po prostu szłam. Słuchając Famous Last Words myślałam o tym dziwnym śnie.
To Rocky był ofiarą, a ja byłam mordercą. Ten sen...czułam się jakby naprawdę się wydarzył.
I co to miało oznaczać? Bo na pewno nie skrywaną agresję jak twierdził sennik.
Może...to znaczyło, że mogłam zrobić krzywdę komuś, nawet ukochanej osobie bez wyrzutów sumienia.
Chociaż nie...nie zrobiłabym nikomu krzywdy.
Może i mam czasem czarny humor i zabijam wrogów w myślach, ale nic poza tym. Ale teraz...sama już nie wiem...
A może jednak ten sen nic nie oznaczał, a ja nie potrzebnie się przejmuję?
Ale...ten sen w końcu był taki realistyczny...
Ugh...juz nie wiem co myśleć! NIE WIEM!
*Rocky*
-To było dziwne-stwierdziłem po wyjściu Nicole. Najpierw chce jej się spać i jest ledwo żywa, a potem biega z dziwną energią. No i jeszcze przez sen mówiła "Zabiję cię", potem wstał, a po chwili już jej nie było...
-e...co z Nicki?- spytał jednocześnie Ell z Violką, którzy właśnie weszli do pokoju.
Wszyscy obecni wzruszyli ramionami.
Chwilę staliśmy w ciszy ze spuszczonymi głowami.
-Może...Nicki chce być teraz sama. Nie przejmujmy się, pewnie za chwilę wróci-powiedział Ross z udawanym przekonaniem.
Że też wszyscy na to spokojnie przytaknęli. Prócz mnie oczywiście.
Zaczęliśmy rozmowę. No w sumie oni zaczęli, a ja tylko czasem coś dorzuciłem.
Minęła godzina, ale Nicole jeszcze nie wróciła.
*Riker*
Siedziałem sam w pokoju przepełnionym ciszą i ze znudzeniem patrzyłem w ścianę.
Wyszedłem się przejść mimo tego, że padało.
Właziłem w kałuże nie przejmując się mokrymi butami. Nie myślałem o ważnych rzeczach: nie o moim wczorajszym zachowaniu, nie o tym, że Sharpy pewnie jest na mnie zła. Myślałem...o niczym. Po prostu szedłem wdeptując w te cholerne kałuże.
Nagle spostrzegłem dziewczynę siedzącą z nogami na ławce. Przyjrzałem się jej. Te blond włosy...
Nicole!
-Hej-dosiadłem się do niej. Podniosła powoli głowę po czym spojrzała na mnie-Co tu robisz?
-Myślę...-ponownie spuściła wzrok.
Kompletnie nie wiedziałem co powiedzieć. W sumie z Nicki nie często rozmawiałem...jak widać głównym powodem jest to, że nie mamy o czym.
-Em...wiesz...jak można kogoś przeprosić?- spytałem po chwili milczenia. Tak naprawdę nie potrzebowałem tej informacji, bo nie miałem zamiaru jak na razie przepraszać nikogo. Po prostu chciałem jakoś podtrzymać rozmowę.
-Chodzi o Sharpay?- odpowiedział pytaniem na pytanie. Hm...albo wiedziała, że się pokłóciliśmy, albo się domyśliła-może jakaś romantyczna randka?- zaproponowała.
-Nie wpadłbym na to-złapałem się za brodę udając "myśliciela" w celu rozbawienia Nicki. Miała jakąś smętną minę.
No ale mój "plan" się powód. Nicole roześmiała się na chwilę.
Znów zapadł między nami cisza.
W oddali zauważyłem Rockiego rozglądającego się wokoło. Po chwili zaczął biec w naszą stronę.
-może zostawię was samych-oznajmiłem i odbiegłem w stronę hotelu. Ukradkiem zobaczyłem, że Nicole odwrócił głowę w stronę mojego brata.
*Rocky*
-Martwiłem się-powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Niepotrzebnie-odrzekła, a ja objąłem ją ramieniem. Spojrzała na mnie pytająco. Wiedziałem o co jej chodzi.
-No co? Pada, a ty jesteś już na dworze dwie godziny. Pomyślałem, że może ci być zimno-uśmiechnęła się lekko na moje słowa- Może wrócimy do hotelu?- pokiwała potwierdzająco głową.
Lecz Nicole z trudem wstała z ławki, a gdy już wstała złapała się za brzuch i głośno wypuściła powietrze.
Nie zastanawiając się wziąłem ją na ręce.
Mimo krzyków proszących o postawienie jej na ziemie, niosłem ją dalej. Nie chciałem by się męczyła.

***
 Tak wiem, że rozdział dodany, że rozdział dodany z lekkim  wielkim opóźnieniem, bo z półtorej miesiąca. No, ale przynajmniej nie trzy :D
 Wiem, że rozdział jest taki sobie, ale żaden inny pomysł nie przychodził mi do głowy.
No i oczywiście musiałam dodać krwawą scenę >.< Ta...mam ostatnio jakąś obsesje na tym punkcie, ale nie ważne.
Kolejny rozdział? Nie wiem kiedy. Postaramy się, aby był szybko.
Komentujcie :D

Ps. Zespół, którego słuchała Nicki. Uwielbiany również przeze mnie *.* (polecam! :D ) :

sobota, 11 stycznia 2014

27. "Ty....."



Przeczytajcie notkę pod rozdziałem!!!
*Narrator*
-Ona ma słabe tętno!-krzyknął przerażony Rocky.
W jednej sekundzie każdemu humor się zmienił. Wszyscy byli przerażeni i nikt nie wiedział co robić. Dziewczyny zaczęły chodzić nerwowo w koło, co zaczęło denerwować chłopców, którzy obmyślali co zrobić. Głupki zapomnieli o...
-Ej niech ktoś zrobi jej sztuczne oddychanie!-krzyknęła w końcu roztrzęsiona Sharpay.
-Ja to z chęcią zrobię!-krzyknął Ross.
-O nie, nie mój kochany braciszku ja to zrobię-po chwili między siedemnastolatkiem i Rockym  panowała zacięta kłótnia o to kto wykona metodę usta-usta na Nicki. Ellington "korzystając z okazji" podszedł do Ni i wykonał ów metodę. Blondynce tętno się poprawiło, niestety się nie obudziła.
-Zamknijcie się już!-krzyknęła zdenerwowana Violka na Rossa i Rockiego, którzy dalej się przekomarzali-Ratliff już zrobił Nicki usta-usta-bracia słysząc to z lekką pogardą spojrzeli na bruneta, jednakże szybko się ogarnęli gdyż zdali sobie sprawę z tego, iż ich przyjaciel uratował Nicole życie gdy oni się bez celu kłócili.
Wszyscy siedzieli i czekali aż ich przyjaciółka się obudzi. Nie robili praktycznie nic innego tylko patrzyli się jak idioci na Nicole. Gdy nagle się ocknęła zaczęli ją zasypywać pytaniami typu: „Wszystko okey?”, „Jak się czujesz?” i tym podobne. Ni odpowiadała na wszystko pozytywnie, jednakże....
*Nicole*
...kłamałam. Wciąż bolał mnie brzuch i do tego zaczęła boleć mnie głowa.  Nagle wylądowaliśmy wszyscy wzięli swoje bagaże. Jako pierwsza chciałam wybiec z tego metalowej puszki jaką jest samolot, ale zatrzymał mnie Rocky mówiąc bym poczekała, kiedy wszyscy wyszli z brunetem również udaliśmy się do wyjścia. Kiedy zobaczyłam gdzie jesteśmy oniemiałam z zachwytu. Widziałam najprawdziwszą wieże Eiffla!  
-Witamy w Paryżu-wykrzyknęła Sharpay
-Wow-tylko tyle udało mi się wydusić.
***
Już chyba od godziny szukaliśmy hotelu z wolnymi pokojami, ale wszędzie albo wszystkie zajęte albo pokoje są, ale nie dla wszystkich. Postanowiliśmy chwilkę odpocząć w jakiejś kawiarni. Zamówiliśmy sobie po gorącej czekoladzie.
Napój spożywaliśmy w milczeniu. Jednak była to taka przyjemna cisza. Popijając czekoladową ciecz zaczęłam rozglądać się wokoło. Nagle zauważyłam pewien budynek z napisem „Hotel”. Z tego co pamiętam jeszcze tam nie byliśmy. Szybko skończyliśmy pić gorącą czekoladę i udaliśmy się do ów budynku. W myślach modliłam się, żeby były wolne pokoje. I na całe szczęście były. Dwa dwuosobowe i jeden czteroosobowy.
-Ja, Rocky, Delly i Nicole w jednym pokoju, Sharpay i Riker w drugim, a Violka i Ell w trzecim-wymienił Ross.
-Ummm...a czemu ja z Ellingtonem, a nie na przykład z Sharpay?- spytała oburzona Violetta.
-Bo tak...!- krzyknął Ross.
-Nie drzyj się mi do ucha!- zawołałam dosyć donośnym głosem. Wszyscy na mnie spojrzeli, bo w końcu jeszcze około półtorej godziny temu leżałam nie przytomna w latającym więzieniu. Ross tak się wściekł, że powiedział, iż jak Viola chce do może się z nim zamienić.
-Ale ja się nie zgadzam- powiedział ledwo słyszalnym głosem Ell, na co Violka spojrzała na niego, z wyraźnym zdziwieniem. Ratliff zrobił się cały czerwony, dlatego też odwrócił się w stronę recepcji i zapłacił za pokoje, po czym szybkim krokiem poszedł do pokoju. My chwilę staliśmy w osłupieniu spoglądając tylko po sobie. Staliśmy tak jakieś dobre piętnaście minut, czyli do chwili, kiedy recepcjonistka zaczęła cos do nas mówić. Kobieta powiedziała nam co gdzie możemy znaleźć, my jej podziękowaliśmy i rozeszliśmy się do pokoi, ale przedtem umówiliśmy się, że po jakiś 2 godzinach spotkamy się przy recepcji.
*Sharpay*
Jak tylko ja i Riker weszliśmy do pokoju, zaczęłam zarządzać kto gdzie śpi co było trudne, ponieważ wylądowałam w pokoju ze starszym chłopakiem, który się lubi drażnić z innymi, a to jest chyba cecha, której u nikogo nie znoszę. Po półgodzinnej kłótni, o to które łóżko będzie czyje, zaczęłam się rozpakowywać, a mężczyzna tylko położył się na swoim łóżku i mi się przyglądał. Rozpakowanie zajęło mi około półgodziny, z nudów postanowiłam pójść zobaczyć jak radzą sobie moje koleżanki z chłopakami. Riker wolał zostać w pokoju. Gdy znalazłam pokój przyjaciół zapukałam delikatnie w drzwi, jednak nikt nie otworzył, przez co zapukałam mocniej, wtedy otworzył mi Rocky, po czym wpuścił mnie do środka gdzie zobaczyłam kłócące się rodzeństwo jak się okazało o to kto zajmie większą szafę.
-Ja mam więcej ciuchów i jestem starsza!
-A ja nie chce żeby moje ubrania się pogniotły w tamtej maleńkiej szafie.- chłopak wskazał na ogromny mebel, tak naprawdę to nie było dużo różnicy między tymi szafami, wręcz przeciwnie- one były identyczne- znudziło mi się patrzenie na kłócące się osoby, więc pożegnałam się z przyjaciółką i gitarzystą, po czym wyszłam z pomieszczenia i udałam się do pokoju Violki i Ell'a. U nich było spokojnie, dzięki czemu od razu jak zapukałam mi otwarto. Dziewczyna coś czytała, ale gdy mnie ujrzała przerwała funkcję, do książki wsadziła zakładkę w kształcie aniołka. Postanowiłam trochę z nią pogadać, ale przy Ratliff'ie się nie da, cały czas się wygłupiał i się bardzo, ale to bardzo dziwnie i głupkowato śmiał, przez co ja też się śmiałam, a można powiedzieć, iż mój śmiech jest jeszcze śmieszniejszy.
-Nie mam pojęcia co ćpacie, ale musicie mi dać namiary na dilera- powiedziała rozbawiona brązowowłosa.
-To Ell ćpa, ja jestem grzeczna- powiedziałam z głupkowatym uśmieszkiem patrząc na kolegę. On mi tylko rzucił groźne spojrzenia, a ja zaczęłam znowu śmiać, a on "zarzucił" włosami i się odwrócił, udając, że ma focha- ostatnio tak zrobiłam jak pani z gegry dała mi jeden punkt mniej na sprawdzianie, bo przecinka nie napisałam- znowu zaczęłam się śmiać, wraz ze mną moi towarzysze, jak widać starszemu szybko fochy przechodzą. Po długim napadzie śmiechu, wstałam, powiedziałam, że zobaczymy się później i wyszłam z pokoju, nie wiadomo czemu, skierowałam się do pokoju dziewczyn i chłopaków. Gdy tylko weszłam, usłyszałam, jakże miłą kłótnię Ross'a i Delly.
- Ty wieśniaro- krzyknął młodszy.
-Wieśniak- odpowiedziała rozłoszczona Lynchówna.
-Prostaczka
-Prostak
-Kretynka
-Debil
-Grubas- powiedział blondyn, na co jego siostra dała mu z liścia mówiąc "gówniarz". Mnie się nie chciało tego oglądać, więc znowu wyszłam, tym razem poszłam do swojego pokoju, tam zaś zastałam śpiącego Rik'a. Mi się zaczęło nudzić, więc weszłam na Internet w fonie, całe szczęście mieli tam wi-fi. Zaczęłam przeglądać facebooka oraz szukać nowych aplikacji. Po jakiejś godzinie skapłam się, że zaraz mam się spotkać z resztą, obudziłam starszego i zeszliśmy na dół, gdzie spotkaliśmy naszych znajomych. Pierwszego dnia postanowiliśmy zwiedzić dzielnice Paryża, a zwłaszcza wieżę Eiffla, oczywiście to Nicki wybierała dokąd idziemy. Dziewczyna oczywiście nie zapomniała o swoim aparacie, bez którego nigdzie się nie rusza. Na początek poszliśmy zobaczyć najwspanialszą budowlę Francji- chyba każdy wie o co chodzi- tak więc poszliśmy w miejsce budowli, była ogromna, oczywiście moja przyjaciółka musiała zrobić jej zdjęcie, które wyglądało tak:





.


Potem poszliśmy zwiedzać resztę miasta. Było ogromne i piękne, nie mogłam oczu oderwać od niektórych widoków. I w dodatku było tam tyle sklepów, że brak słów, by to opisać. Zwłaszcza Rydel się jak w raju czuła, musieliśmy ją siłą odciągać od tych wszystkich sklepów i kafejek. Po jakimś czasie wszyscy zgłodnieliśmy, więc w końcu pozwoliliśmy Rydel wstąpić do jakiejś cukierni po jedzenie dla wszystkich. Dziewczyna wszystkim kupiła po bułce z sałatą, serem i szynką. Poszukaliśmy jakiejś ławki, gdy ją znaleźliśmy zaczęliśmy konsumpcje kanapek. Następnie postanowiliśmy poszukać jakiejś kawiarenki, żeby sobie coś wypić, ewentualnie zjeść po kawałku ciasta, jak to zażyczyli Rocky z Ellingtonem. Nie musieliśmy długo szukać, skręciliśmy tylko w jakąś uliczkę, i znaleźliśmy to czego szukaliśmy. Weszliśmy to środka, rozsiedliśmy się wygodnie i od razu podeszła do nas kelnerka, była to dziewczyna o ciemnych brązowych włosach i oczach w kolorze brązu. Była szczupła oraz wysoka. Chłopacy zaczęli składać zamówienia, ja zagapiłam się w kartę menu, ocknęłam się dopiero, gdy Violka zaczęła mnie szturchać łokciem, kazała mi spojrzeć na Rikera, który był zapatrzony na brązowowłosą. Bez zastanowienia kopnęłam go, on się na mnie spojrzał i głupkowato uśmiechnął. Nie wiedziałam co mam myśleć. Pierwszy raz miał taki uśmiech.  Po wypiciu ciepłej czekolady i zjedzeniu kawałków ciasta, postanowiliśmy wrócić do hotelu, ponieważ robiło się już ciemno. Wszyscy byli pochłonięci rozmową, tylko nie ja, mi zależało tylko na tym, by wrócić do budynku, wziąć kąpiel i iść spać. Gdy tylko weszłam do pokoju chwyciłam swoją piżamę i poszłam się wykąpać. Następnie poszłam do pokoju, gdzie chciałam się położyć, lecz Riker o dziwo zaczął kłótnię o nie wiadomo co. Przez co stwierdziłam, że tej nocy będę spać u Violetty, ponieważ w jej pokoju są 3 łóżka. Na całe szczęście przyjęli mnie bez żadnych pytań.
*Narrator*
Przed północą już wszyscy spali, po wykańczającym dniu.


***
Hejka, na sam początek przepraszam, że tak długo rozdziału nie było, no ale czasu zbytnio nie miałam, a jak był to mi się nie chciało. Przepraszam też za to, że tyle dialogów było w tym rozdziale, ale początek pisała Kamila i tak jakoś wyszło. Czy Riker i Sharpay się pogodzą? Tego jeszcze nie wiem...Nie będę się rozpisywać, więc pa.
~Ania :D






wtorek, 17 września 2013

26."Ona ma słabe tętno!"

*Sharpay*
14 sierpień
Nie mogę się już doczekać, aż wreszcie będę we Francji, w Paryżu. Zresztą jak każdy, prócz Nicole, ponieważ jeszcze nikt jej o tym nie poinformował.
Czekaliśmy na samolot w milczeniu. Ja stałam z Rikerem trzymając się za ręce, Nicki miała głowę na ramieniu Rockiego, któremu najwyraźniej się to podobało, a reszta stała z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.Każdy miał na ustach uśmiech, no może oprócz Rossa, który ze złością i zazdrością patrzył na Ni i Rockiego. Czyżbym zapomniała o Lili? Ona została wcześniej przetransportowana do LA.
Wsiedliśmy do samolotu i czekaliśmy, aż pilot wystartuje. Chłopcy zdążyli już wziąć sb po koktajlu. O dziwo Rocky miał dwie słomki. Osiemnastolatek siadł obok mojej przyjaciółki. Teraz już wiem po co mu były 2 rurki. Ta słodka parka piła teraz koktajl, patrząc sobie w oczy z szerokim uśmiechem. Ross próbował to ignorować, ale słabo mu to wychodziło. Ze złości, aż zrobił się czerwony na twarzy. Violetta czytała książkę, Rydel wszystkich obserwowała, a Ell stukał słomkami o fotel.
-Ej może pogramy w butelkę?-zaproponował Ratliff, kiedy już wystartowaliśmy. Wszyscy się zgodzili, no prawie.
-Wiecie...ja jakoś nie jestem chętna. Grajcie beze mnie.-oznajmiła Nicki,  lekko zsuwając się z fotela.
-Ale bez ciebie to nie to samo-uśmiechną się chytrze Ross.
-Nie chce to jej nie zmuszaj-"obronił ją Rocky.
Blondyn tylko przewrócił oczami i zajął miejsce w kółku obok osiemnastolatka. Oczywiście Delly usiadła między nimi, bo blondyn patrzył na brata z mordem w oczach. Jeszcze jeden problem-nie mieliśmy butelki. Nicki wyciągnęła ze swojej torebki prawię puste plastikowe naczynie, dopiła wodę i rzuciła mi ją. Pierwszy kręcił Ross. Butelka zatrzymała się tak, że wskazywała szparę pomiędzy Rydel i Rockym, czyli równiez na Ni.
-Chyba wypadło na ciebie-uniósł dwukrotnie brwi siedemnastolatek. Nicole słysząc słowa chłopaka usiadła miejsce bliżej.
-Nie nie wypadło-powiedziała obojetnie.
-Oj...tylko ten jeden raz..-poprosił ją oraz spojrzał błagalnie.
-Pytanie-przewróciła oczami.
-Wolisz mnie czy Rockiego?
-Em...Rockiego-odpowiedziała i sięgnęła po butelkę by nia zakręcić. Ross już miał cos powiedzieć, ale Riker i Ryd spojrzeli na niego złowrogo. Nicki zakręciła i wypadło na mojego chłopaka, który wybrał pytanie.
-Wymień...przynajmniej 5 rzeczy, które najbardziej lubisz w Sharpay.
Niby nie było to pytanie, ale coś "pytanio-podobnego"
-Jest zabawna, miła, ma cudny uśmiech, piękne oczy, jest sobą-powiedział po czym spojrzał mi w oczy.
-Dla was zadanie bonusowe-zaśmiała się Viola i wskazała mnie i Rik'a-pocałujcie się.
Wszyscy popatrzyli na nas wyczekująco.Riker zaczął powoli się do mnie przybliżać. Ja również. Po krótkiej chwili nasze usta złączyły się w pocałunku. Chociaż wszyscy na nas patrzyli, poczułam jakbyśmy byli przez chwile sami. Kiedy się od siebie "odkleiliśmy" wszyscy powiedzieli "awww", a potem znowu zaczęliśmy grać.W pewnym momencie Nicki zrobiła się strasznie blada. Jak oparzona wstała z miejsca, po czym pobiegła do łazienki. Słyszeliśmy tylko jak wymiotuje. Po chwili ten "dźwięk" ucichł, ale moja przyjaciółka  nie wróciła. Juz miałam wstac i do niej iść, lecz zatrzymał mnie Rocky.
-Ja pójdę zobaczyć co z nią-oznajmił Rocky usmiechąc się do mnie. Odwzajemniłam gest.
*Rocky*
Poszedłem zobaczyć co u Nicki. O dziwo drzwi do łazienki były otwarte. Lekko się zawahałem, ale jednak postanowiłem wejść do ów pomieszczenia. Pierwsze co ujrzałem to niebieskooką siedzącą na podłodze.
-Wszystko w początku?-spytałem, a następnie usiadłem obok blondynki. Naprawdę się o nią martwiłem. Ostatnimi czasy albo była blada, było jej słabo, bądź mdlała. A teraz jeszcze wymiotuje, co raczej nie było spowodowane koktajlem czy chorobą lokomocyjną, której Ni nie miała.
-Tak-odpowiedziała krótko, uśmiechając się-chciałam tylko w spokoju o czymś pomyśleć-wytłumaczyła i bez powodu zachichotała. Często tak robi-bez powodu się śmieje. Lubiłem to w niej. Bardzo. Szczególnie uwielbiałem jej pogodny uśmiech, który często był na jej twarzy. Nawet gdy było jej słabo kąciki jej ust były wzniesione do góry...
Z zamyślenia wyrwała mnie Ni. Poczułem , że kładzie głowę na moim ramieniu. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Spojrzałem w jej ładne oczy i zacząłem przybliżać moją twarz do jej.
*Nicole*
Zaczęliśmy się do siebie przybliżać. Już po chwili poczułam jego wargi na moich. To było miłe uczucie, którego nie czułam przy Rossie. Z nim to było tylko...chwilowe zauroczenie, impuls. Tak, to o tym chciałam w spokoju pomyśleć. O dziwo uświadomiłam to sobie szybko, a ta wiadomość łatwo do mnie dotarła. Kiedyś go kochałam, ale jako idola. Jak widać trzeba kogoś blizej poznać, żeby się zakochać.
Pewnie z Rockym jeszcze byśmy się całowali gdyby nie coś, a raczej ktoś.
-Ha, znowu was przyłapałem-odezwał się z trumfem Ross, jak się zorientowałam po głosie. Z brunetem jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie. Powoli zaczęły do mnie docierać słowa blondyna. Tylko co miało oznaczać "znowu"? To co na imprezie wyczynialiśmy to chyba każdy widział i nie było to raczej sekretem.
Czyżby...
-Podglądałeś nas! Wtedy w kuchni!-krzyknęłam energicznie wstając, a następnie stając bliżej siedemnastolatka. Wyglądało na to jakby się zawstydził lub zmieszał. Postawiłam na to drugie. Wtedy w kuchni to był impuls, ale jeszcze nie wiedziałam, że zakocham się w Rockym. Tak dobrze przeczytaliście:ZAKOCHAŁAM SIĘ W ROCKYM!
-Nie podglądałem was tylko niechcący nakryłem na gorącym uczynku-uniósł dwukrotnie brwi. Spojrzałam na bruneta, który siedział na podłodze ja sparaliżowany i patrzył to na mnie to na swojego brata.
-Jakim zaś "gorącym uczynku"?-spytałam poirytowana i zrobiłam cudzysłów w powietrzu. Blondynowi jakby odebrało mowę, ja wciąż byłam zdenerwowana, o byle co, a Rocky robił to co dotychczas.
-Jak my się pocałowaliśmy to było wielkie halo o nic!-wykrzyknął nagle, a zarazem zmienił temat.-Jak wy się całujecie to patrzą na was z maślanymi oczami i pewnie sobie myślą jaka to z was słodka parka!
Czy Ross właśnie powiedział co mu leży na sercu czy mi się zdaje> Nie, jednak mi się nie zdaje.
-Bo ty się wtedy wydarłeś na Rikera-stwierdził ze spokojem dotychczas nie odzywający się Rocky.
Blondyn przewrócił oczami i równie zdenerwowany jak ja wyszedł.  Nie wypowiadając juz ani jednego słowa. Bezsilnie upadłam na podłogę oraz schowałam twarz w dłoniach.
-Wiesz, może wtedy nie...-zaczął, ale nie dałam mu dokończyć. Doskonale wiedziałam co chciał powiedzieć.
-Co się stało to się nie odstanie. My już wpływu na to nie mamy. Może to był impuls? Bynajmniej dla mnie znaczył coś więcej.
Po chwili doszłam do wniosku, że chyba nie chciałam wypowiedzieć ostatniego zdania.Poczułam jak się czerwienie.
-Kiedy indziej wrócimy do tej rozmowy-dodałam speszona i w pośpiechu opuściłam łazienkę. Usiadłam na swoim miejscu i ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, wbiłam się z fotel oraz lekko zjechałam w dół. Czułam jak wszyscy się na mnie gapią. Szczególnie Ross tym swoim rozzłoszczonym wzrokiem. Po chwili nie czułam już...zawstydzenia? Tak to odpowiednie słowo. Wszyscy ponownie zajęli się grą w butelkę. Nagle ktoś usiadł obok mnie. Pewnie Rocky. Obejrzałam się w bok ni i faktycznie miałam racje. Siedzieliśmy tak w niezręcznej jak dla mnie ciszy, ale żadne z nas nie wiedziało jak oraz nie miało odwagi temu zapobiec. Jeszcze bardziej zsunęłam się z miejsca, przy tym o mało nie spadając.
-To co powiedziałaś to prawda?-spytał nagle 18-latek.
-Tak-powiedziałam drżącym ledwo dosłyszalnym głosem. Ale jednak się uśmiechnęłam, nie będę płakać przeciez z takiego powodu. Nie mam przecież powodu do zmartwień, no może prócz mocno bolącego brzucha. Zaśmiałam się-tak bez powodu. Albo po prostu chciałam zatuszować smutek.
-Lubie kiedy śmiejesz się bez przyczyny-wyszeptał mi do ucha Rocky, a ja poczułam jak oblewam rumieńcami. Bez wahania położyłam głowę na ramieniu przyjaciela.
Widziałam jak Ross patrzy na nas z wielką złością. Zresztą nie pierwszy raz w tym dniu. Pewnie mi się nie wydaje, że jest zazdrosny, prawda? Znów siedzieliśmy w ciszy. Tyma razem przyjemnej. Nagle osiemnastolatek wyciągnął ze swojej kieszeni telefon i włączył w nim aparat.
-Co powiesz na wspólne zdjęcie?-spytał uśmiechając się do mnie. Ja tylko przytaknęłam odwzajemniając gest. Pierwsze foto było, można powiedzieć normalne. Na drugim mieliśmy strasznie głupie miny. Brunet oczywiście przesłał mi fotki, a ja od razu zdjęcie z durnowatymi wyrazami twarzy ustawiłam na tapecie.
Nagle poczułam ukłucie w brzuchu. Nie miałam wątpliwości, że to kolka. Niby teraz bym się uśmiechnęła i udawała, że nic się nie dzieje, ale potwornie bolało. Dałam nogi na fotel i się skuliłam. Z sekundy na sekundę robiło mi się coraz bardziej słabo, a brzuch bolał co raz mocniej.
-Ni, wszystko okey?-usłyszałam zatroskany, chóralny głos moich przyjaciół. Nim zdążyłam odpowiedzieć upadłam bezwładnie na kolana Rockiego. Jedyne co pamiętam to, to że ktoś chwyta mnie za nadgarstek i krzyczy.
-Ona ma słabe tętno!

***
Ta dam! A oto po długiej nieobecności jest rozdział! Napisany prze mnie. Kiedyś znana jako Elmo napisałam ten rozdział!  Był już napisany wcześniej tyle, że miałam lenia i nie chciało mi się przepisywać z zeszytu do posta. No więc ten...jak się podoba rozdział? Jak dla mnie jest po prostu do dupy, ale liczy się wasza opinia.
Nastepny postaramy się dodać możliwe jak najszybciej, ale nic nie obiecujemy.

piątek, 19 lipca 2013

25. "Oddawaj ten telefon!"

*Sharpay*
Obudziłam się, ze strasznym bólem głowy. Leniwie wstałam i pierwsze co przyciągnęło moją uwagę, to Rocky śpiący z Ellem. Spojrzałam w stronę fotela, tam spała Nicol. Zeszłam na dół otworzyłam, łazienkę i krzyknęłam, ponieważ w wannie spał Riker. Odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni, po czym usiadłam w kącie na drewnianej ławie przy stole. Zdziwiło mnie, gdzie się może podziewać Violka. Około godziny 9 usłyszałam dwa głosy męskie i jeden żeński, po chwili do pomieszczenia weszli osiemnastolatek, Ryd i Ratliff.
-Co się stało?- spytałam
-On mi wlazł do łóżka kiedy sobie smacznie spałem- powiedział oburzony dwudziestolatek. Ja oczywiście zaczęłam się śmiać- to nie jest zabawne- po tych słowach Rydel zaczęła się śmiać razem ze mną, chłopaki nie wytrzymali i także zaczęli się chichrać.
-Powiem wam coś, chłopcy, a zwłaszcza Tobie Ell, wczoraj a ulicy chciałeś, żeby cię ktoś przeleciał, a Rocky powiedział, że bardzo chętnie ( tutaj jest coś do fragmentu, o którym zapomniałam z poprzednim rozdziale >.<- od aut.)- bruneci zrobili wielkie oczy, wymienili kontakt wzrokowy, po czym się od siebie odsunęli.
-A...ale nic się nie wydarzyło co nie?- spytał dla pewności młodszy brunet, ja ze śmiechu spadłam z ławy i siedziałam na ziemi.
-Ależ skąd- blondyna też nie potrafiła odpędzić się od śmiechu, przez co trochę trudno było jej wypowiadać słowa. Brązowoocy odetchnęli z ulgą. I wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Pomoże mi ktoś wyjść z tej cholernej wanny?!- z łazienki dobiegł nam głos najstarszego. Całą czwórką poszliśmy do pomieszczenia, z którego dobiegł krzyk, tam zastaliśmy, Rika siedzącego w wannie. Bruneci pomogli mu się „wydostać” i razem przenieśliśmy się do kuchni, ja i dwudziestolatka postanowiłyśmy zrobić śniadanie, o dziwo chłopacy byli bardzo chętni do pomocy. Niestety każdy miał inny pomysł na pierwszy posiłek dnia. Po dziesięciu minutach kłótni o to co będziemy jeść zdecydowaliśmy, że zrobimy zwykłe kanapki. Podczas przygotowywania posiłku, oczywiście nie obyło się bez kłótni z czym ma być chleb. W końcu udało się nam skończyć robić jedzenie i mogliśmy je zjeść, oczywiście nie zapomnieliśmy o reszcie i zostawiliśmy im "kilka" kanapeczek. Minęły dwie godziny, a my nadal byliśmy w zaciętej rozmowie, do pokoju wszedł Ross, jeszcze zaspany i chyba był trochę zdziwiony, że my już na nogach. Dosiadł się do nas i zaczął przeżuwać kanapkę, my ponieważ nie mieliśmy co robić, obserwowaliśmy go. Chwilę później dołączyła do nas Nicki i usiadła między Rossem a Rockym. Brakowało Violetty, nikt jej rano nie widział, a ja zaczęłam się martwić. W końcu "zguba" weszła do domu, okazało się, że wstała najwcześniej i poszła na spacer. Przez około godzinę byliśmy w zwartej rozmowie, gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Postanowiłam się ogarnąć, poszłam na górę, chwyciłam pierwsze, lepsze ubranie i poszłam do toalety się przebrać, uczesać, itd... Ogarnięcie zajęło mi około 15 minut, potem poszłam do reszty, wszyscy po kolei się ogarnęli, w końcu wszyscy siedzieliśmy przy jednym stole, rozmawiając i żartując. O 12 przyszło nam na myśl, żeby się przejść, tak też zrobiliśmy. Szliśmy przed siebie, nagle Nicol powiedziała, że jej słabo, więc stanęliśmy, kiedy się czuła lepiej ruszyliśmy w dalszą drogę, daleko nie zaszliśmy, a Nick zemdlała, młodszy brunet, który szedł koło niej zdążył ją złapać. Po chwili dziewczyna się ocknęła, ale tym razem zawróciliśmy. W domu nie wiedzieliśmy co mamy robić, więc siedzieliśmy wgapiając się w jakiś nudny program telewizyjny. Violi najbardziej się znudził, bo usnęła. Ja też nie wytrzymałam i oparta o Rikera zasnęłam. Gdy się obudziłam wszyscy spali, a w TV dalej leciał ten samy nudny film. Po cichu poszłam do WC, a potem zrobiłam sobie herbaty, wzięłam kawałek jakiegoś ciasta i w spokoju konsumowałam ciastko, popijając gorący napój. W takiej miłej ciszy siedziałam około godzinki, ponieważ obudził się perkusista, oczywiście wziął się za wypiek, którego wcześniej wzięłam kawałeczek. Byłam pod wrażeniem, brązowooki, gdzie by nie był, musiał coś jeść, a nie tył, zjadł cały sernik. Przy nim można się uśmiać, nie wiedział co zrobić z talerzem po cieście, oczywiście dlatego, że w domu zmywarki nie było. Zaczął się rozglądać po całym pomieszczeniu kuchennym i w końcu odłożył talerz do zlewu i dosiadł się do mnie. Siedzieliśmy w ciszy, ja bawiłam się solą, a nastolatek patrzył się w okno. W końcu zaczęła mnie nudzić zabawa z solniczką i wyszłam na pole, poszłam do Lily, która była uwiązana na smyczy, przy budzie, jak zwykle piesek miał pełno energii i wyglądało na to, że psiak jest zadowolony, że ktoś do niej przyszedł. Przez nią miałam spodenki w ciapki, ale mnie to nie przeszkadzało. Spuściłam ją i zaczęłam się z nią bawić, po jakimś czasie się zmęczyłam i poszłam usiąść na ławce, Lil położyła się koło ławki, po jakimś czasie z domu wyszła Viola i z uśmiechem przysiadła się do mnie. Przez godzinę rozmawiałyśmy, aż w końcu przywiązałyśmy psa i wróciłyśmy do naszych przyjaciół. Wszyscy rozmawiali, jedynie siedemnastolatek wgapiał się w swój telefon, śmiejąc się, wszyscy spojrzeliśmy na niego, po czym podeszliśmy, by zobaczyć z czego on się tak nabija. Oglądał nagrania z urodzin jego siostry, gdy to wszyscy zobaczyliśmy, zrobiliśmy wielkie oczy.
-To..to ja?- spytał z niedowierzaniem Rocky.
-Tak- odpowiedział młodszy ze złowieszczym uśmieszkiem. Ell wyrwał mu telefon, by cos zobaczyć, a potem powiedział:
-O znalazłem cos interesującego- wszyscy spojrzeliśmy na ekran, a tam było zdjęcie jak Ni i młodszy brunet się całują, wszyscy oprócz wspomnianej dwójki i młodszego blondyna, powiedzieliśmy "Uuuuu". Oni się na nas złowrogo spojrzeli, a Rossy wyrwał telefon dwudziestolatkowi. Wszyscy, prócz Rydel i Rossa spojrzeliśmy ku sobie, a Rocky krzyknął:
-Brać go!!!- i zaczęliśmy gonić najmłodszego po całym domu, krzycząc: „Oddawaj ten telefon!”.
W końcu udało się nam go złapać i wykasować wszystko z poprzedniego dnia. Była 16, a my nie mieliśmy pojęcia co robić, przez moją przyjaciółkę baliśmy się gdziekolwiek iść. Pudła zwanego telewizją, nie chciało nam się oglądać, więc siedzieliśmy przy jednym stole w ciszy, ja obserwowałam jakąś muchę, która próbowała się wydostać na zewnątrz. Postanowiliśmy zrobić coś do jedzenia. Tym razem też przygotowaliśmy kanapki i to bez kłótni. Po obiadokolacji poszliśmy na podwórko, ja z dziewczynami usiadłyśmy na huśtawce, a chłopacy zaczęli odbijać piłkę. Ja i moje przyjaciółki rozmawiałyśmy o różnych pierdołach, a chłopacy się na wzajem wykrzykiwali, oczywiście ja mam takie szczęście, że dostałam piłką do siatkówki w głowę, jak się okazało od młodego blondyna, posłałam mu złowrogie spojrzenie, a on zrobił słodką minkę i krzyknął "przepraszam". Ponieważ mnie i reszcie dziewczyn znudziło siedzenie, postanowiłyśmy  dołączyć się do panów. Graliśmy tak dopóki nie zapadł zmrok. Postanowiliśmy wrócić do domu, ponieważ byliśmy zmęczeni, po kolei się umyliśmy, ja jak tylko weszłam do łóżka, pod kołdrę,zasnęłam.

*Narrator*
Około 22 wszyscy, oprócz Rossa spali. Blondyn cały czas był zły na starszego o rok brata, z powodu Nicol i z tego, że on z bratem przegrywa. 

***
Hej, nareszcie udało mi się dokończyć te wypociny :| Nie miałam pojęcia co ma być w tym rozdziale, ale jakoś mi się udało napisać. Przepraszam, że taki krótki, ale jestem na wsi i mam roczną kuzynkę, którą się trzeba opiekować, następny rozdział na pewno będzie dłuższy. Rozdział dedykuje dziewczynie, która mnie o rozdział męczyła i która 17 lipca miała urodziny, czyli Majce :3 . Podczas wakacji nie wiem czy będzie chciało mi się pisać...No, nie będę się rozpisywać w końcu są wakacje, a chyba dzisiaj jade nad rzekę popływać. Bye kochani  ;*
~Eniu

poniedziałek, 10 czerwca 2013

24. ,,Gdzie się podziały banany?''

9 sierpień *Nicole*
Na imprezę z okazji urodzin Rydel nie mieliśmy prawie nic! Nie wiedzieliśmy gdzie zrobić imprezę, nie mieliśmy  żadnych przekąsek ani napoju...ale mieliśmy dekorację. Postawiliśmy zrobić "zebranie" wcześnie rano, kiedy jubilatka jeszcze smacznie spała. Posiedzenie miało się odbyć w pokoju chłopców.
Ja, Sharpay oraz Violka  po cichutku wstałyśmy, szybko się ubrałyśmy, po czym poszłyśmy do pokoju nastolatków.
Wszyscy chłopcy byli gotowi, prócz Rockiego który siedział jeszcze w toalecie. Najstarszy zaczynał się niecierpliwić, więc zaczął dobijać się do drzwi.
-Ile można siedzieć w łazience?!-wykrzyknął Ross. Wszyscy spojrzeliśmy na niego przykładając palce do ust, na znak aby był ciszej.
Osiemnastolatek był nieugięty i dalej siedział w pomieszczeniu. Zrezygnowany Rik usiadł na dywanie, cała reszta również. Zaczęliśmy ustalać gdzie powinnyśmy zorganizować całą imprezę. Chwilę ustalaliśmy aż wypadło, na domek w którym dawno temu bawiłam się z Sharpay. Zaczęliśmy wymyślać co dać Rydel na urodziny, ale nikt nie miał pomysłów. No bo co można dać dziewczynie która ma wszystko?! Po chwili Rocky jednak postanowił wyjść z łazienki i dosiadł się do nas-konkretnie obok mnie. Spojrzałam w stronę bruneta.
-U...grzyweczka-powiedziałam, po czym dotknęłam włosów na jego czole, a osiemnastolatek czule się do mnie uśmiechnął. Cieszyłam się, że w końcu wrócił do dawnej fryzurki. Może dlatego tak długo siedział w toalecie. Ross zaczął udawać, że się krztusi.
-Nie kupujmy Rydel prezentu. Będzie miała imprezę której nie zapomni do końca życia-zaproponował Rocky. Wszyscy się zgodziliśmy. Zaczęliśmy pisać listę zakupów. Ell uparł się, żebyśmy kupili alkohol, Riker nie chciał się zgodzić, ale w końcu go wybłagaliśmy, no w sumie to Ellington wybłagał. Postanowiliśmy się podzielić na grupy, ja miałam być z Rossem,  mieliśmy iść do sklepu. Rocky z Ellem i Violettą mieli pójść udekorować domek. Riker miał iść ze mną i Rossem nadzorować zakupy. Sharp powiedziała, że musi coś załatwić w Tokarni i poszła. Wszyscy poszliśmy do przedpokoju, ubraliśmy buty i wyszliśmy z domu. Każdy poszedł w swoją stronę. Na szczęście na dworze było ciepło i słonecznie, bez najmniejszej chmurki na niebie. Ruszyliśmy  w stronę najbliższego sklepu "Delikatesy Centrum". Szybko zrobiliśmy zakupy: 3kg bananów, 6 sześciopaków itp.. Wyszliśmy ze sklepu, a ja zauważyłam butik, oczywiście od razu do niego poszłam. Chłopcy poszli za mną. Oglądałam właśnie bluzkę, która mi się spodobała, a do niej dołączony był wisiorek. Bluzka była różowa z nadrukiem myszki Minie, a wisiorek był zwykły z serduszkiem. Komplet może nie był drogi, ale nie było mnie na niego stać. Ross powiedział, że jak chce tą bluzkę i wisiorek, to mi je kupi, ja się upierałam, żeby nie tracił na mnie pieniędzy, ale blondyn się uparł i kupił ten komplet. Ładnie mu podziękowałam. Wróciliśmy do domu, jak się okazało Sharpi już wróciła, ale znowu wyszła. Ja i Ross postanowiliśmy iść do domku, gdzie miały się odbyć urodziny Ryd, spytałam starszego czy idzie z nami, on odpowiedział, że chcę poczekać na swoją dziewczynę. W chatce zastaliśmy kłócących się brunetów, Violka robiła wszystko sama i nie wyglądała na zadowoloną. Ja z blondynem zdecydowaliśmy się jej pomóc, gdy było już wszystko zrobione, osiemnastolatek z dwudziestolatkiem dalej się wykłócali, jak spytałam się o co, to odpowiedzieli, że o to co będziemy jedli, siedemnastolatek wskazał na zastawiony stół, oni rozpoczęli się kłócić, o to, który pierwszy zobaczył, że wszystko gotowe. Ja, Rossy i Viola mieliśmy już ich dość, więc postanowiliśmy pójść do domu i zobaczyć czy Sharpi już wróciła. Na moście natknęliśmy się na Rik'a i moją przyjaciółkę z jakimś pudełkiem w rękach. Zawróciliśmy w stronę drewnianego, żółtego domku, weszliśmy do środka. Miejsce miski z bananami było puste.
- Gdzie się podziały banany?-Zapytała Violetta.
- ... i miska- dorzucił zaintrygowany Ross. Wszyscy spojrzeliśmy ns przerażonego Ratliffa, on wskazywał na kąt za kanapą. Podeszliśmy. Za kanapą był Rocky gryzący miskę.
- E... od kiedy jesteś metalożerny? Zaśmiał się najstarszy. Ell podszedł do osiemnastolatka i chciał mu zabrać naczynie po bananach, a ten o mało go nie ugryzł. wszyscy próbowaliśmy rozdzielić chłopaka z metalowym naczyniem, ale brunet nie odpuszczał.
-Oddaj tą miskę!- krzyknęłam.
-Nie!! Ja się z nią zaręczyłem...- wszyscy się na niego spojrzeliśmy, po czym dalej zacęliśmy próby zabrania mu, w końcu się udało, a brązowooki się na nas obraził i odwrócił plecami i tak siedział, Rikerowi kazaliśmy iść po jeszcze jedną kiść "małpich smakołyków" , ten nie miał nic do powiedzenia, więc tylko wyszedł z pokoiku.
-Mam ciasto-powiedziała moja przyjaciółka, a nastolatek szybko się zjawił przy torcie. Była 17 ileś, gdy Riker wrócił z "owocami w żółtych garniturkach". Już tylko brakowało solenizantki. Perkusistę poprosiliśmy o to by poszedł po blondynę. około 17:30 brązowookiej śpiewaliśmy ,,Sto lat". Keyboardzistka się wzruszyła i tego nie ukrywała. Zaczęła się zabawa. Wszyscy oprócz Rossa i już dwudziestolatki, byli lekko wstawieni. Dosłownie każdy z nas był na ,,parkiecie". Ja tańczyłam z ,,Grzyweczką" , Ross wyciągnął swoją komórkę i zaczął nagrywać to co się działo w lokalu. Ell tańczył z Sharpay, a Riker zniknął. Na dworze zaczęło grzmieć i padał deszcz. Nam to nic nie robiło, dalej się bawiliśmy w najlepsze. Potem tańczyłam z jubilatką i moją kumpelą. Po jakimś czasie ktoś włączył ,,Macarenę'', a do pokoju wpadł Rocky i to w samych bokserkach i zaczął tańczyć w rytm piosenki. My zaczęłyśmy się z niego śmiać, a Rossy się chichrał i go filmował. Ja i Sharp się do niego dołączyłyśmy nawet dwudziestolatka mimo, że trzeźwa, to dołączyła się do nas. Dobrze się bawiliśmy. Potem czas spędzałam z brunetem i jego grzywką. Ktoś włączył wolny kawałek, a chłopak poprosił mnie do tańca, ja się zgodziłam. Na środku pomieszczenia był Ell i Sharpay, którzy tąńczyli razem. Ja i brązowooki zaczęliśmy tańczyć, pod koniec utworu spojrzeliśmy sobie w oczy, mój partner się do mnie przybliżył i złożył na moich ustach pocałunek, który przedłużał. Chłopak lekko mnie popchnął, tak, że plecami opierałam się o ścianę, brunet mnie dalej całował. Chłopak nie przestawał mnie całować, zaczął mnie całować po szyi, Rocky przerwał swoją czynność, ponieważ Ross zawołał wszystkich którzy byli w domku na pole. My do niego poszliśmy, był już mokry, ponieważ lało, ale jemu to chyba nie przeszkadzało, bo cały czas się śmiał. Stanęliśmy koło niego i spojrzeliśmy w miejsce gdzie on patrzy i zobaczyliśmy Rikera w bokserkach biegającego w okół domku i śpiewającego piosenkę ,,I'm a little butterfly''.  Dwudziestojednolatek był cały mokry, bokserki niestety trochę prześwitywały, Ja i Sharpi zaczęłyśmy go uspokajać. Po 15 minutach się udało, ponieważ było po północy, solenizantka powiedziała, że lepiej kończyć imprezę, my się jej posłuchaliśmy. Wyszliśmy z domku.
-Odwiozę was- powiedział Riker wskazując na swój samochód, którym wcześniej przyjechał. Zaczął się kierować w stronę auta, i za pierwszym podejściem przewrócił się na maskę pojazdu, później zaczął biegać w okół czterokołowca i krzyczeć ,,To nie ma drzwi''.
-Nie trzeba, możemy się przejść-powiedziała siostra Rikera. Szliśmy środkiem ulicy, nagle za nami pojawił się jakiś wóz, a ponieważ nie miał jak nas wyminąć, zaczął trąbić.

-Co trąbisz?!- krzyknął Riker odwracając się, a Rydel go delikatnie pociągła na bok, chłopak lekko się zachwiał i wpadł w rów z błotem, przez co był cały brudny. Po ,,cichu'' weszliśmy do domu, każdy poszedł spać do siebie.

***
I jak? Dla mnie jest nudny i nie ciekawy jak zwykle :|. Starałam się napisać ciekawie, ale nie wyszło... Przepraszam, że tak długo, ale musiałam się uczyć, a teraz mama mnie do Istebnej zabrała, gdzie neta laptop nie ma -.-. Nie będę się rozpisywała.
~ Ania :*

czwartek, 9 maja 2013

23 rozdział "Urządźmy sobie dzień zabaw"

4 sierpnia *Sharpay*
Obudziłam się chyba najwcześniej od wszystkch, nie wiem czy chłopacy już się obudzili. Podniosłam się i pierwsze co przyciągnęło moją uwagę to Nicki i Ross, śpiący razem. Zanim wyszłam z pokoju, zrobiłam im zdjęcie, w końcu tak słodko wyglądali. Potem po cichu wyszłam z pokoju i podreptałam do pokoju chłopaków. Delikatnie zapukałam i po chwili otworzył mi drzwi Ellington, uśmiechnął się do mnie i wpuścił mnie do środka. Przechodząc koło niego, odwzajemniałam uśmiech. Najpierw podeszłam do Rockiego, potem do Rikera i oby dwóch obudziłam. Chłopakom powiedziałam, żeby za mną poszli, oni grzecznie mnie posłuchali.  W "siedzibie" dziewczyn, Violetta i Rydel już nie spały i przyglądały się mojej przyjaciółce i blondynowi. Wszyscy usiedliśmy i patrzyliśmy jak śpią, w końcu Rocky przerwał ciszę:
-Eeee...jak dla mnie to za długo śpią, trzeba ich obudzić- nie zdążyliśmy nic odpowiedzieć, ponieważ brunet szybko pobiegł do łazienki, po kilku minutach wrócił z miską wody. Chłopak się szatańsko uśmiechnął i zaraz potem śpiąca dwójka była cała mokra i przez to szybko się zaerwali na równe nogi. Ross spojrzał na brata ze złością w oczach. Długo nie wytrzymał i zaczął gonić starszego po całym pokoju. Chłopacy gonili się tak długo póki któryś z nich  zahaczył o szafke i strącił wazon, oby dwaj usiedli na łóżku i udawali, że nic się nie stało.
-Czy wy zawsze musicie coś zniszczyć?!- zdenerwowała się siostra chłopaków.
-Ale to wina Rossa to on zrzucił wazon- brązowooki wskazał na młodszego.
-To ty a nie ja!!- wykłucał się najmłodszy z towarzystwa.
-Nie ważne kto to był, ważne, że nikomu nic się nie stało- wtrąciła się Violetta.
-Stało się, przez niego moje piękne włoski są mokre...
-Chociaż miałeś kąpiel- zaśmiał się Riker. I tak się wszyscy chłopacy, oprócz Ella zaczęli wykłucać. W końcu obudzili jedną z moich cioci, która przyszła i wydarła się na nich, że nie dają ludziom spać, następnie spokojnie wyszła i skierowała się na dół. Do popołudnia myśleliśmy co będziemy robić, postanowiliśmy się przejść, ale jak tylko chcieliśmy wyjść zaczęło lać jak z cebra. Zasiedliśmy przy stole i wgapialiśmy się w okno. Niestety deszcz nie ustawał i padał coraz mocniej. Ciocia doradziła mi, żebym pokazała im jak spędzałam czas gdy byłam mała, dla mnie to był niezbyt dobry pomysł, ponieważ dla mnie te zabawy były takie trochę dziecinne, ale Rocky wykrzyknął: "Urządżmy sobie dzień zabaw!" i wszyscy sie z nim zgodzili, więc zaczęłam im opowiadać co robiłam w młodości. Na początek postanowiłam ich nauczyć robić przeplatanki na żyłkach, oczywiście na początku tylko mnie to wychodziło. Ponieważ reszta sobie nie radziła, postanowiłam każdemu kolejno pomóc. Nicole cały czas myliła strony, po jakiejś godzinie śmiechu i prób udało jej się załapać o co chodzi, reszcie też jakoś udało się załapać. Pierwszy skończył Rocky i tak się ucieszył, że zaczął tańczyć, Ellington w połowie się poddał, ponieważ strasznie zaczęły go boleć palce. Chwilę pomyśleliśmy, Rydel z wielkim uśmiechem na twarzy spytała mnie jakie zabawy lub gry jeszcze znam, mnie nic do głowy nie przychodziło. Nicki chwilę się rozglądała, aż w końcu jak strzała wybiegła z pokoju, wszyscy wymieniliśmy się zdziwionymi spojrzeniami, a do pokoju "wparowała" moja przyjaciółka, tak szybko, że nie wyhamowała i się wywróciła. Wstała, podeszła do nas i powiedziała do mnie, że możemy im pokazać jak grać w gumę. Ja zawsze musiałam się skuć na jednej nodze-poniedziałek- za to Nick ta gra szła perfekt, mnie nitka szła najlepiej. W końcu zaczęliśmy grę, ja zaczynałam, bez trudu przeszłam od poniedziałku do niedzieli, potem ja i Nicol kazałyśmy brunetom, którzy stali i trzymali gumę, złączyć nogi, grzecznie wykonali rozkaz, ja tak jak wcześniej się nie skułam, ale było blisko, przy piątku ( xD ). Teraz miałam wyzwanie poniedziałek i chłopacy mieli gumę tylko na jednych nogach, ja oczywiście jak to miałam w zwyczaju skułam się na "nie" z poniedziałku. Po mnie była Violetta, okazało się, że dziewczyna doskonale znała tą gre, więc bardzo szybko doszła do nitki, ale niestety skuła się na środzie. Po niej była Rydel, która skuła się na nitce wtorku. Potem był Ross, który skuł się na początkowym etapie, czwartku. Za nim był Rocky, który skuł się za pierwszym skokiem, następny był Ell, chłopak dobrze sobie radził i doszedł do kolan i skuł się na środzie, Rikerowi nie chciało się skakać, więc jako ostatnia szła Nicki, która jako jedyna doszła do samego końca i wygrała grę. Na dworze nadal lało, a my nie wiedzieliśmy co mamy robić. Z nudów zeszliśmy na dół do kuchni, tam ciocia robiła ciasto, jak nas zobaczyła  i spytała czy nie mamy ochoty jej pomóc, my się zgodziliśmy. Nicole była z Rossem, mieli wszystko ważyć, w sensie mąkę, cukier itd., ja byłam z Rikiem mieliśmy "siłować się" z mikserem, przez co to my się najbardziej ubabraliśmy, wtedy dowiedziałam się też, że blondyn nie wie, w którą stronę idą wskazówki zegara, Rocky był z Ellem mieli przynieść mleko z domu mojej kuzynki, przez co na twarzy młodszego bruneta pojawiło się przerażenie. Bruneci nabrali trochę odwagi i poszli prosto "w paszczę lwa". Violetcie i Ryd nie chciało się zbytnio nam pomagać, więc  siedziały w pokoju obok, razem ze śpiącym wujkiem Markiem, który sobie pochrapywał, dlatego dziewczyny miały ubaw. Do domu weszli chłopacy z wielką radością krzyknęli "Powróciliśmy cali z akcji", Ross zaczął dogryzać swojemu o rok starszemu bratu i tak zaczęli się kłócić, aż najstarszy z rodzeństwa się zdenerwował i krzyknął "Dosyć", od razu się uspokoili, dalej w ciszy robiliśmy ciasto, do momentu, kiedy perkusiście się zaczęło nudzić i sypnął mąką drugiemu brunetowi.
-Co to było?!- zdenerwował się młodszy.
-Niccccc- Rocky się odwdzięczył przyjacielowi i też mu sypnął mąką, nagle wszyscy zaczęliśmy się rzucać jedzeniem (zapomniałam wspomnieć, że ciocia na chwilę wyszła-od aut.), nagle do kuchni weszła staruszka i o mało oczy jej nie wypadły jak zobaczyła cały ten bajzel, ale nic nam nie powiedziała, poszła do drugiego pokoju i jak zobaczyła śpiącego wujka, krzyknęła:
-Stary, wstawaj, po grzyby idź- wujek tylko się odwrócił i spał dalej. Ciocia znowu krzyknęła tylko, że tym razem głośniej, staruszek dalej spał. Zdenerwowana już Teresa (tak nazywa się ciocia Sharpay >.<- od aut.), krzyknęła na cały głos żeby jej mąż wstał i tym razem to podziałało, wujek Andrzej wstał i nie wiedział o co chodzi, ciocia kazała mu iść na grzyby, ten podszedł do okna i powiedział:
-Babka, tam leje, ja nigdzie nie idę- staruszek (sorka za powtórki, ale nie wiem jak inaczej pisać >.< - od aut.) znowu zaczął kierować się w stronę kanapy, ale ciotka Tereska kazała mu iść obrać kartofle, wujaszek chcąc nie chcąc wykonał polecenie i poszedł w stronę kotłowni. Nas z kuchni niestety wygoniono, więc wszyscy poszliśmy się przebrać, potem siedzieliśmy w pokoju chłopaków i myśleliśmy co możemy robić. Nicole postanowiła, że będziemy grać w "Busza". Zeszłam na dół po karty, po drodze zobaczyłam jak wujek siedzi w kotłowni i obiera ziemniaki. Poszłam do salonu, podeszłam do barku, otworzyłam go i wyciągnęłam karty. Wróciłam do przyjaciół, po czym usiadłam na swoim miejscu. Nick już zdążyła wyjaśnić zasady i wszyscy grali na własną rękę. Graliśmy około godziny, ja wygrałam, postanowiliśmy zagrać jeszcze raz. Za drugim razem wygrał Ellington, wszystkim się już ta gra znudziła, więc znowu siedzieliśmy i znowu siedzieliśmy i myśleliśmy czym możemy się zająć, za oknem zaczęło grzmieć i światło w całym domu wygasło. Na niebie pojawił się błysk i zagrzmiało, przez co momentalnie przytuliłam Rikera. Nicole przytuliła się do Rockiego, ponieważ tak samo jak ja bała się burzy. Rocky powiedział, że możemy zagrać w "Remika". Grę wygrała Rydel, drugą "rundę" wygrał Ross. Nicki wstała i wyszła z pokoju mówiąc "zaraz wracam", osiemnastolatek powiedział, że idzie do łazienki, gdy otwierał drzwi to w coś uderzyły, zaraz potem brunet zaczął kogoś przepraszać, wszyscy szybko się spostrzegliśmy, że osobą, która dostała drzwiami to moja przyjaciółka, nas ogarnął strach, przez co nikt się nie mógł ruszyć.

*Rocky*
Strasznie się wystraszyłem, że to właśnie Nicole dostała tymi drzwiami. Szybko do niej podszedłem, pomogłem jej wstać i zabrałem ją na dół.
-Uważaj na siebie trochę bardziej, proszę.
-A ty wróć do grzywki- uśmiechnęła się do mnie, ja odwzajemniłem uśmiech, po czym podałem jej szklankę wody.
-A dlaczego mam wrócić do grzywki?- spytałem
-Bo z grzywką jesteś...przystojniejszy...- nic nie odpowiedziałem, tylko usiadłem koło niej. Oby dwoje spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się do siebie przybliżać, dzieliły nas milimetry, nagle usłyszeliśmy jak ktoś schodzi na dół, szybko się od siebie odsunęliśmy. Do kuchni wszedł Ross, który szybko podszedł do Nicole i zaczął ją wypytywać czy wszystko dobrze, ja miałem ochotę udusić mojego braciszka. Wstałem i poszedłem na górę, usiadłem między Ellem, a Sharp, oni sobie rozmawiali, a ja myślałem o niedoszłym zdarzeniu w kuchni. Z rozmyślań wyrwała mnie siostra z pytaniem czy mam pomysł na jakieś zajęcie, rozejrzałem się i zobaczyłem, że wszyscy są już w pokoju, ja powiedziałem, że nie i poszedłem na dół, usiadłem na schodach i znowu zacząłem myśleć. Nagle koło mnie usiadł Riker i spytał co się stało.
-Nic się nie stało, wszystko gra...
-Za dobrze cię znam bracie, ale jak nie chcesz powiedzieć to nie-  starszy brat wstał i zaczął się kierować w stronę pomieszczenia, nie wiem co we mnie wstąpiło, że krzyknąłem:
-Zaczekaj- Rik się odwrócił i spojrzał na mnie- miałeś kiedyś tak, że spodobała ci się dziewczyna, która podobała się twojemu kumplowi...bratu...- chłopak dziwnie na mnie spojrzał, po czym odpowiedział:
-Nie, a co?
-A nie nic, tak się pytam, uśmiechnąłem się do niego niewinnie, on poszedł na górę i wszedł do pokoju, w którym znajdowała się reszta. Nagle drzwi znowu się otworzyły i zamknęły, koło mnie usiadła Nicki, spojrzałem na nią, ona się uśmiechnęła, potem oby dwoje patrzeliśmy na ścianę przed nami. Nick wstała i poszła w stronę kuchni, ja jeszcze chwilkę posiedziałem na schodach, ale przez kafelki zrobiło mi się trochę zimno, więc wstałem i też poszedłem do kuchni. Niebieskooka siedziała w tym samym miejscu co wcześniej, burza przeszła i momentalnie zapaliło się światło. Wziąłem szklankę i nalałem sobie jakiegoś soku. Usiadłem koło dziewczyny i patrzyłem na szklankę. Jakiś głos w głowie kazał mi spojrzeć na osobę siedzącą koło mnie, ona też na mnie patrzała, patrzyłem jej w oczy i powtórzyło się to co wcześniej, tylko, że tym razem doszło do pocałunku.

*Narrator*
Podczas pocałunku Nicki i Rockiego, Rossowi zachciało się pić, cicho zszedł na dół, wszedł do kuchni i to co zobaczył się mu nie spodobało. Siedemnastolatek poczuł dziwne kłucie w sercu, ale mimo to tylko się odwrócił i poszedł na górę, nic nie mówiąc przyjaciołom. Do godziny 22 Ross nie odzywał się do starszego brata, gdy wybiła 23 wszyscy już sobie spali, oprócz najmłodszego blondyna, który cały czas myślał o tym co zobaczył.

***
I jak? Przepraszam, że tak długo, ale nie mogłam wcześniej, bo się musiałam uczyć, ale rozdział jest :) . Za błędy przepraszam, ale się spieszę i nie patrzę na błędy, za nudność też przepraszam...
Pozdrawiam Ania ;**

niedziela, 14 kwietnia 2013

Notka!

Uwaga !:D
Mam nowego bloga , ale to nie znaczy że tu już nie będę pisać...będę pisać dwa blogi :) mam nadzieje że zajrzycie:
http://austin-and-ally-my-fiction-story.blogspot.com/


I Ania mnie prosiła żebyście jeszcze weszli na jej bloga ;D
http://pusia-and-me.blogspot.com/


Dziękuje za uwagę *_*


~Kamila ♥